Jak socrealistyczne schronisko stało się hitem w Beskidzie Śląskim

W 1975 roku grupa studentów z Katowic wybrała się na „długi weekend majowy” w Beskid Śląski. Deszcz lał przez trzy dni, a jedynym suchym miejscem w okolicy była nowo otwarta placówka Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Szczyrku. Budynek miał betonowe ściany, płaskie dachy i okna w stalowych ramach – typowy powojenny modernizm. Nikt nie spodziewał się, że prawie pięćdziesiąt lat później ten sam obiekt będzie oblegany przez rodziny z dziećmi i młodych ludzi szukających odpoczynku od miasta.

Ten konkretny hotel – www.hotel-pttk.pl – przeszedł gruntowny remont w 2018 roku. Z zachowaniem oryginalnej bryły wymieniono instalacje, odnowiono pokoje i dodano przeszkloną jadalnię z widokiem na Skrzyczne. Dziś stanowi rzadki przykład architektury lat 70., która nie została zrównana z ziemią, ale zaadaptowana do współczesnych wymogów.

Historia budynków PTTK to opowieść o polityce, turystyce masowej i szczerej chęci wypoczynku poza miastem. W latach 60. i 70. państwowe przedsiębiorstwo turystyczne stawiało dziesiątki takich obiektów od Karkonoszy po Bieszczady. Projektanci wzorowali się na skandynawskich i jugosłowiańskich hotelach – prostota, funkcjonalność, niska cena wykonania. Niestety, po 1989 roku większość została sprywatyzowana i rozebrana pod apartamenty.

Betonowa bryła jako znak czasu

Obiekty PTTK projektowano według powtarzalnych schematów: centralna klatka schodowa, korytarze w układzie blokowym, pokoje o minimalnej powierzchni 12 metrów kwadratowych. Materiały pochodziły z lokalnych źródeł – cegła z cegielni w Czechowicach-Dziedzicach, lastryko z zakładów w Bielsku-Białej. W hotelu przy ulicy Myśliwskiej w Szczyrku zachowały się oryginalne lastrykowe posadzki we wnękach okiennych i oryginalne drzwi klepkowe z mosiężnymi gałkami.

Te detale dziś nabierają innego znaczenia. Dla młodszych gości są egzotyką – nie znają czasów, gdy klucze do pokojów wisiały na tablicy za recepcją, a telewizor stał tylko we wspólnej świetlicy. Starsi pamiętają kolejki do łazienek na korytarzu. Zmiana standardu jest ogromna, ale atmosfera PRL-owskiego zapewnienia „miejsca w górach” pozostała.

Turysta zmienił się, ale potrzeby nie

Kiedyś do Szczyrku jechało się autobusem PKS na dziesięć dni turnusu. Teraz przyjeżdża się własnym samochodem na weekend i oczekuje śniadania do 11, Wi-Fi oraz możliwości zameldowania o każdej porze. Zarządzający restauracjami odnotowali jednak jedno: konsumenci coraz częściej pytają o proste dania regionalne – oscypek na ciepło, żurek na zakwasie, pierogi z jagodami.

Obsługa hotelu opowiadała mi historię pana Jerzego, który pierwszy raz przyjechał tu w 1982 roku jako harcerz na zimowisku. Wrócił w 2022 roku z wnukami i kazał im spróbować kiszonej kapusty podawanej przy barze. „To smakuje tak samo – powiedział – tylko kubki są teraz prawdziwe, nie blaszane”.

Czego uczą nas stare schroniska?

Budynki PTTK nie są chronione konserwatorsko i wiele już wyburzono lub przebudowano nie do poznania. Ale te nieliczne, które działały bez przerwy przez kilkadziesiąt lat, pokazują coś więcej niż zwykłą historię budownictwa. Są świadectwem konsekwencji: mimo zmiany ustrojów, właścicieli i standardów ktoś utrzymał je w ruchu.

  • W budynku zachowano oryginalną klatkę schodową, płytki lastryko wykonano ręcznie
  • Nad wejściem ciągle widnieje szyld PTTK – usunięty innych obiektów przed laty
  • W recepcji przetrwała księga gości z wpisami od 1975 roku
  • Pokoje nie mają balkonów – projektanci uznali, że będą zbędne przy deszczowej pogodzie
  • Korytarze są ciemne celowo: tworzyły nastrój schronienia przed burzą

Wciąż można tam usłyszeć ten charakterystyczny stukot butów trekkingowych na lastryku o piątej rano przed wyjściem na szlak.

„Żaden nowy hotel sieciowy nie sprawi, że poczujesz się jakbyś zatrzymał się u znajomych kilkadziesiąt lat temu” – zapisał mi przez telefon starszy pracownik PTTK, który domagał się zachowania anonimowości.

Ostatnie lato przyniosło rekord liczby gości: niemal sto procent obłożenia każdego weekendu od czerwca do września. To znaczy jeden prosty fakt: ludzie nie chcą nocować wszędzie tak samo. Wolą miejsce z duszą, nawet jeśli ta dusza ma kształt betonowej płyty sprzed epoki Gierka.